

Jest wczesna wiosna 2008 roku, dochodzi godzina 12.00. Wybieram się na wywiad z Prezydentową Marią Kaczyńską. Jest pochmurno, kropi deszcz. Za chwilę będę miała możliwość poznania Pierwszej Damy. Jak uhonorować Marię Kaczyńską? Pierwsza myśl skłania mnie do zakupu pięknych fioletowych tulipanów. Onieśmielona przekraczam progi Pałacu Prezydenckiego. Najpierw wita mnie ochrona, a potem energiczna brunetka, pani Izabela Tomaszewska, z którą już wcześniej rozmawiałam przez telefon, najbliższa współpracownica Marii Kaczyńskiej. Ma zasadniczy głos i uprzedza mnie, że czas na wywiad jest ograniczony, bo Pani Prezydentowa źle się czuje. Ale w dalszej rozmowie wyczuwam, że troska o Marię Kaczyńską to nie tylko służbowy obowiązek, to coś więcej. Pani Izabela troszczy się o każdy szczegół. Pierwszy telefon, który wykonałam do kancelarii w sprawie zaproszenia do wywiadu, był dla mnie miłym zaskoczeniem. Rozmowa odbyła się w przyjaznej atmosferze, konkretnie, bez protekcjonalnego tonu, w trosce o drugiego człowieka. Dodam, że w tym czasie Maria Kaczyńska nie udzielała zbyt wielu wywiadów, więc obawiałam się, że tego zaproszenia może nie przyjąć. A jednak! Wszystko zostało umówione i dopięte na ostatni guzik. Pani Iza prowadzi mnie po przestronnych wnętrzach Pałacu Prezydenckiego. W jednej z sal razem czekamy na Prezydentową. Wchodząc, tłumaczy się złym samopoczuciem, ale jest elegancka i uśmiechnięta. Naturalna i ujmująca. Nie stwarza dystansu. Częstuje mnie kawą, sama pije zieloną herbatę. Pyta mnie o redakcję, o to, jak pracujemy. Czuję się, jakbym znała tę osobę od zawsze. Głośno martwi się, że nie wiadomo, z jakich przyczyn prezydent ma złą prasę. - A przecież tak bardzo się z mężem staramy. Troska o męża daje się odczuć w każdym z fragmentów rozmowy. Włączam dyktafon i startujemy. Nie omijamy trudnych tematów. Jak choćby o poprawkach do ustawy zasadniczej - o aborcji czy in vitro, które popiera Maria Kaczyńska. Interesuje mnie również reakcja środowiska na jej wolność przekonań. Nie chce już wracać do wypowiedzi ojca Rydzyka, ubolewa, ale jest ponad to. Odpowiada tylko: - Myślę, że jak każda inna osoba mam prawo do wyrażania własnych poglądów. Nie chcę nikomu robić krzywdy. Wydaje mi się, że czasami mój głos nie różni się od głosu wielu innych ludzi. Tak samo trudną sprawą było in vitro. Co dla mnie jest oczywiste. Jeżeli tyle rodzin na świecie jest szczęśliwych dzięki in vitro, to jak mogę to negować? Pytam, jak spędziła rocznicę ślubu i czy Prezydent jest romantyczny. Trochę zmieszana pytaniem odpowiada, że tak. Przyznaje, że mąż często obdarowuje ją różami. Nigdy nie zapomina o żadnych uroczystościach rodzinnych, o rocznicach: datach ślubu, urodzinach, imieninach czy nawet o Dniu Kobiet. Mają podobne gusta muzyczne. Razem słuchali Grechuty, Maryli Rodowicz, Ewy Demarczyk. Zwierzyła się, że teraz szuka dla męża składanki zespołu Raz Dwa Trzy, który wystąpił na koncercie wieczornym z okazji Powstania Warszawskiego. Prezydentowi szczególnie spodobał się utwór "Jutro możemy być szczęśliwi". Jest otwarta, w naturalny sposób prezentuje swoje stanowisko. Nie chce pozować i upodabniać się do kogoś innego. Rozwija wiele osobistych wątków, jak choćby o swojej przyjaciółce, które nie ujrzą światła dziennego, bo miejsce w magazynie jest ograniczone. Zapytałam o stosunki polsko-rosyjskie i znajomość z Ludmiłą Putin. O ironio losu! Nigdy nie przypuszczałabym, że 2 lata później na rosyjskiej ziemi znajdzie śmierć. Dawno przekraczamy ustalony czas rozmowy. Pani Iza z uśmiechem na ustach zagląda do nas, uchylając drzwi, żartuje, że chyba dobrze nam się rozmawia. Po godzinie żegnam się z Panią Prezydentową. Ku mojemu zaskoczeniu Pierwsza Dama wraz z panią Izą towarzyszy mi w drodze pałacowym korytarzem do wyjścia. Odprowadzają mnie jak kogoś bliskiego. Żegnamy się w miłej atmosferze. Opracowuję wywiad i przesyłam do autoryzacji. Dostaję odpowiedź, ale kilka kwestii jest wyciętych. Dziwię się, bo zniknęło m.in. pytanie i odpowiedź, czy Prezydent jest romantyczny, i parę innych ciekawych czy zabawnych wątków. Dzwonię i piszę maila do pani Izy i do Pani Prezydentowej, by ratować wywiad. Będąc pod urokiem Pierwszej Damy, chciałabym, aby wszyscy dowiedzieli się, jak wspaniała jest to osoba. Ubolewam, że te dobre gesty nie są pokazywane całemu społeczeństwu. Przekonuję, żeby zostawić te wypowiedzi, że Holendrzy mogli poznać Prezydentową od normalnej ludzkiej strony, dlaczego nie mogą tego Polacy? Przecież o dobrych rzeczach trzeba mówić. Bo to jest ludzkie. Pani Iza leci z Prezydentową i Prezydentem za granicę, ale obiecuje, że jeszcze w samolocie przeanalizują wywiad. W końcu jest odpowiedź! Dostaję autoryzację w umówionym terminie i prawie pierwotnej wersji! Magazyn trafia do druku. Jeszcze świeży egzemplarz zawożę do pałacu. Maria Kaczyńska na okładce. To zdjęcie wybierałyśmy razem. Zostawiam egzemplarz wraz z płytą zespołu Raz Dwa Trzy i utworem "Jutro możemy być szczęśliwi", której Prezydentowa szukała. Po jakimś czasie, ku swojemu zaskoczeniu, otrzymuję korespondencję z Pałacu Prezydenckiego na adres domowy. Czytam. Maria Kaczyńska pisze odręcznie, że wzruszyła się płytką. Dziękuje mi za wywiad, który jej i znajomym bardzo się podoba. Ja też jestem zadowolona, i to bardzo! Cieszę się, że inni też mogą poznać Pierwszą Damę taką, jaka jest naprawdę. Choć słowo pisane nie oddaje tego w pełni.
Ludzi poznaje się nie tylko podczas wywiadu, ale również przed i po. Od momentu wstępnych rozmów odnośnie do ustalenia terminu spotkania, poprzez samą rozmowę i później autoryzację bądź nie, do momentu oddania pisma do druku. Jest to więź, która łączy dziennikarza i rozmówcę w tym czasie. Panią Prezydentową, panią Izabelę Tomaszewską i otoczenie kobiet z kancelarii prezydenckiej, z którymi miałam przyjemność współpracować, wspominam bardzo ciepło. Doceniam profesjonalizm i elastyczność. Ale też klasę. Szacunek dla drugiego człowieka. Pani Prezydentowo, Pani Izo - wielkie podziękowanie!
W dniu tragedii też zakupiłam piękne tulipany, jak 2 lata temu. Jasnofioletowe.
Wiem, że Prezydentowa je lubiła. Kiedyś ujęła się za warszawskimi kwiaciarkami, by mogły sprzedawać kwiaty na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu. Powiedziała, że na takim trakcie miło jest widzieć kwiaciarki i kwiaty. - Kwiaty zawsze ozdabiają ulicę i dodają jej uroku. Miasto jest po prostu piękniejsze.
Gdy kierowałam się pod Pałac Prezydencki, aby złożyć hołd Marii i Lechowi Kaczyńskim i wszystkim, którzy zginęli w katastrofie, niebo było pochmurne i delikatnie padał deszcz, podobnie jak w dniu wywiadu. Tym razem nie zmierzałam tam sama. Takich, co nieśli kwiaty i znicze, było wielu. Pałac Prezydencki ten sam, ale inny. Może gdzieś na pałacowej półce leży płyta zespołu Raz Dwa Trzy, której Prezydent już nie odsłucha.
Z Panem Lechem Kaczyńskim miałam styczność na studiach. Przygotowywaliśmy się do debaty zainicjowanej przez prof. Wojtaszczyka na UW. Byliśmy podzieleni na grupy, nam przyszło w udziale reprezentować PiS. Grupa do której należałam, wydelegowała mnie, abym zadzwoniła do Lecha Kaczyńskiego i zaprosiła go do wywiadu. Zgodził się od razu! Wybraliśmy się z kamerą do Sejmu. Był sympatyczny, ale też czasami nieobecny, zamyślony. Odebrałam go jako człowieka idei, nieprzejmującego się komercyjnym bytem i realiami. Ktoś do niego zadzwonił podczas naszej rozmowy i słyszeliśmy, jak Lech Kaczyński zabawnie zapytał: - A co to jest paintball? Wywołało to uśmiechy na twarzach naszej grupy.
Zerknęłam na zamieszczony w necie wywiad z Pierwszą Damą, który żyje teraz własnym życiem. Tytuł w oryginale brzmiał "Kawa z prezydentową", ktoś ostatnio dopisał "Ostatnia kawa z prezydentową".
Kto by się spodziewał...
Pani Izabela Tomaszewska zginęła wraz z Parą Prezydencką i innymi pasażerami samolotu.
Wywiad został przeprowadzony dla magazynu ESSENCE, z którym współpracowałam w tamtym czasie, i ukazał się w wydaniu czerwcowym w 2008 roku.
Maria Kaczyńska wypowiedziała się również na łamach magazynu "Region Europy" w związku z uhonorowaniem jej przez Holendrów nowym gatunkiem tulipana. Po raz pierwszy spotkałam ją na uroczystości poświęconej właśnie temu wydarzeniu w Ambasadzie Królestwa Niderlandów.
Beata Steć
Archiwalne numery "Regionu"Blokada zatrudnienia Polaków dotyczy tylko niektórych branż, głównie tych w których panuje wysokie bezrobocie. Prawo do tego już dziś ma każdy i w każdej branży. W przypadku trzech wyjątkowo strzeżonych - czyli w budownictwie, czyszczeniu budynku oraz dekoratorstwie i opieką nad osobami starszymi - Polacy powinni się jednak liczyć z utrudnieniami. Malarz czy sprzątaczka mogą oficjalnie założyć firmę, sami być jej szefami i jednocześnie wykonywać całą pracę. Jest to możliwa konstrukcja prawna. W praktyce jednak należy liczyć się z tym, że niemieccy kontrolerzy będą zarzucać wielu takim przedsiębiorcom, że jest to udawanie działalności gospodarczej. W przypadku zakładania firm, zwłaszcza w branżach, gdzie wymagane są odpowiednie kwalifikacje, jak np. dyplomy mistrzowskie, pojawia się bariera uznania kwalifikacji. Po 1 maja malarz, fryzjerka czy zegarmistrz z Polski chcący założyć w Niemczech jednoosobową firmę, będą potrzebowali referencji o adekwatnych kwalifikacjach z polskiej izby rzemieślniczej. Łatwiejsza jest sytuacja w zawodach, w których nie są wymagane dyplomy mistrzowskie.
Warto być glazurnikiem!
Do zawodów, w których nie potrzeba oficjalnego uznawania kwalifikacji należy np. glazurnik - pomimo że jest to zawód pokrewny dla branży budowlanej. Może go w Niemczech wykonywać każdy. Podobnie zresztą, jak zawód sprzątaczki - ale tylko w prywatnych gospodarstwach domowych. Warunkiem prowadzenia legalnej działalności gospodarczej jest w takich przypadkach zgłoszenie działalności do urzędu zwanego "Gewerbeamt". Podstawą zgłoszenia jest posiadanie lokalu lub biura i przedstawienie w tym urzędzie umowy najmu. Kolejne kroki to Urząd Finansowy "Finanzamt" i wypełnienie zgłoszenia oraz postaranie się o numer podatkowy "Steuernumer". Osoby mające w Niemczech działalność i chcące z tego kraju prowadzić interesy muszą posiadać prawo pobytu, które uzyskuje się w Urzędzie ds. Cudzoziemców czyli w "Ausländerbehörde". Droga ta wymaga biegłej znajomości języka niemieckiego oraz panujących tam przepisów i obyczajów urzędniczych.
Tolerancyjny Urząd Skarbowy
Szacuje się, że w samym Berlinie już dziś przebywa 30.000 Polaków, oferujących swoje usługi nielegalnie. Są to głównie sprzątaczki, fryzjerki lub opiekunki chorych. Czy z przystąpieniem Polski do Unii część tych osób zalegalizuje swoją działalność, trudno przewidzieć. Wynika to jednak również z niewiedzy i nieznajomości zasad prowadzenia działalności gospodarczej zagranicą. W pierwszych latach działalności gospodarczej niemieckie urzędy skarbowe stosują zasadę tolerancji niskich dochodów lub wręcz strat - jest to bowiem okres inwestycji w działalność. Dlatego też tak długo, jak działalność nie będzie przynosiła zysków przekraczających pewnych granic, możliwe jest zwolnienie z odprowadzania niektórych podatków (np. 16-procentowego VAT-u). Po najdalej pięciu latach działalność powinna jednak przynosić adekwatne zyski.
KomentarzeAutor: westos
PROWADZENIE FIRM W NIEMCZECH
Z naszą pomocą mogą Państwo prawie od
zaraz rozpocząć swoją działalność w Niemczech i od pierwszego dnia
działalności posiadać własny adres firmowy w Görlitz wraz z numerem
telefonu, faksu a także adresem e-mailowym.
Na życzenie będziemy
reprezentować Państwa firmę, odbierać pocztę, prowadzić rozmowy
telefoniczne w imieniu Państwa firmy, przyjmować i wysyłać faksy oraz
pocztę elektroniczną.
Oferujemy Państwu także w pełni wyposażone biuro
wraz z obsługą. Pozwoli to skupić się Państwa firmie już od początku
działalności na strategicznych problemach i zaoszczędzić
czas.
Zapraszamy na nasza strone: www.sotgiu.eu
Dodaj komentarzAby dodać komentarz musisz się zalogować